TRADYCJE I ZWYCZAJE 1 I 2 LISTOPADA

    Górale w te dni szczególnie pamiętali o zmarłych. Pamięć ta wynikała nie tylko z poczucia chrześcijańskiego obowiązku, ale też z pewnej obawy przed zaniechaniem tych powinności. 

Wierzono, że świat żyjących jest połączony ze światem umarłych. W poszczególne dni (Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny czy też Wielki Czwartek) dusze tych, którzy odeszli, mogą powrócić. Często ich przebywanie wśród żywych było wynikiem braku spokoju na tamtym świecie. Dusze musiały odbyć pokutę, aby móc przebywać z Bogiem. Wielką pomocą dla nich była modlitwa w “wypominkach”:

 

“Na Wszystkich Świętych ludzie dawali na wypominki za zmarłych bo jak nie dali to te dusze zaczynały straszyć. “

 

    Badania etnograficzne wskazują, że jeszcze do lat 50. XX wieku na Podhalu była dość powszechna wiara w to, że zmarli mogą przyjść do domów, w których kiedyś mieszkali. Wierzono, że Wszystkich Świętych jest dniem, w którym umarli wędrowali po tym świecie, odwiedzając żyjących bliskich. Na tę okazję kilka dni przed przygotowywano i ozdabiano groby, a także sprzątano domostwa, by godnie przyjąć przybyłe dusze.

 

 „Sprzątali po izbach, myli szczotkami ściany drewniane, sufity, piece bielili wapnem. (…) Modlili się straśnie po domach i całą noc świecili świecki, bo mówili, że wszyćkie duszycki, kozdy przychodzi do swojego domu”

 

    Zwyczaj ten znany był nie tylko na Podhalu, lecz w całej Polsce. Opowiadano wtedy o błąkających się duszach po lasach, cmentarzach, szukających gościny. Starano się więc “przygotować” na przybycie duszy. Gospodynie przygotowywały jedzenie, którym miały się posilić zmarłe osoby.

 

“(...) trzeba narychtować jedzenie, jakby duszycki były głodne, żeby się poczęstowały. I zostawiali w  nocy na stole albo na piecu. Ponoć czasami odczuwali rano, że było brane jedzenie

 

    By ułatwić przyjście wędrującym duszom, drzwi kościołów i domów lekko uchylano, lub nie zamykano ich całkiem. Wierzono, że zmarły gospodarz mógł przyjść do swego gospodarstwa, żeby sprawdzić, czy wszystko pozostaje w należytym porządku. Progi domostw kropiono święconą wodą, by mogły przyjść tylko dobre dusze. Niektórzy pozostawiali wodę i ręcznik, żeby zmarli mogli się obmyć po podróży. Do późna palono w piecu, by wędrowcy mogli się ogrzać. 

W odległych czasach ogień rozpalano także na rozstajnych drogach i na cmentarzach. Ogniska dawały ciepło umarłym i żywym, chroniąc ich jednocześnie przed złymi duchami.

 

“Mówili, że zmarli gazdowie śli obeźryć swoje obejście. Zmarły gazda zachodził do zwierząt, do pscół”

Wiara w to, że zmarli odwiedzają żyjących, istniała nie tylko na Podhalu. Zwyczaj pozostawiania jedzenia znany jest m. in. w
Wiara w to, że zmarli odwiedzają żyjących, istniała nie tylko na Podhalu. Zwyczaj pozostawiania jedzenia znany jest m. in. w "Dziadach" Mickiewicza

 

    Żyjący obawiali się nieprzyjęcia wędrujących dusz. Wierzono, że brak gościnności mógł rozgniewać zmarłych, którzy “mogli strasyć”. Powszechnie bano się dusz wędrujących w te dni po lasach, cmentarzach, wokół kościołów. Potępione duchy miały straszyć na rozstajnych drogach, a starsi często opowiadali, że widzieli rzesze zmarłych wędrujące do kościołów na mszę. Bliskich, którzy odeszli z tego świata można było spotkać również we śnie. Sny traktowano jako przepowiednię, informację. Starano się odczytać ich sens, najczęściej uznawano, że zmarła osoba, która się przyśniła, potrzebowała modlitwy o spokój duszy.

W dzień Wszystkich Świętych i “Zaduszki” prócz obowiązków istniały także zakazy. Poza pójściem na nabożeństwo unikano wychodzenia z domu, odwiedzania bliskich. W zależności od wsi, nie wolno było m.in.: prać, prasować, szyć, jeździć do lasu czy rąbać drzewa. Czynności domowe mogły bowiem szkodzić duszom zmarłych. Bogaty opis zwyczajów w Brzegach dają relacje mieszkańców urodzonych w latach dwudziestych XX. wieku:

 

“W Dzień Zaduszny nie wolno było prząść ani lnu trzeć, bo mówili, że sie duszyckom sypią paździerze do oczu. Szyć nie wolno, bo by się duszyczki kłuło igłą. Gnoja też nie wolno rozrzucać widłami. Nie dawali ani nozem robić, ani rąbać, ani prasować-  żeby nie przeskadzać duszyckom. Nie wolno było wtenczas zaścielać łózek, coby nie zaprószyć im oczu. Nie robiło się nic. Po sąsiadach sie nie chodziło nikany. Telo co się ugotowało i bydełku dało jeść.”

 

    Inne relacje podają jeszcze inne zakazy, mianowicie zabraniano robienia masła, deptania kapusty, cięcia sieczki, wylewania pomyj, a nawet deptania kapusty. Czynności te, wierzono, szkodziły duszom przebywającym w domu. 

W tych dniach podejmowano chętnie wędrujących żebraków, których często nazywano “dziadami”. Nazywano ich “ludźmi bożymi”, “ludźmi kościelnymi”, wierzono, że niekiedy bliscy umarli przybywali do domów właśnie pod postacią żebrzących osób. W zamian za datki, “dziady” modliły się za dusze zmarłych.

 

    Dzień 1 i 2 listopada uznawano za czas niezwykły, w którym możliwy był kontakt z umarłymi. Rozmaite obrzędy były przejawem naturalnego ludzkiego strachu przed śmiercią, ale także wyrazem chrześcijańskiej troski o tych, którzy odeszli. Duszom pokutującym na tamtym świecie modlitwa żyjących dawała ulgę i pomagała dostąpić zbawienia.

 

 

 

 

 

Autor:    © MjB